Poradnik wędkarski

 
 

Okoń nilowy wyzwanie dla najlepszych

Okoń nilowy wyzwanie dla najlepszych
Okoń Nilowy

 Pierwszy raz przeczytałem o okoniu nilowym jako nastolatek, jeszcze w latach sześćdziesiątych. Doniesienia opisywały żyjące w sercu Afryki ogromne, słodkowodne ryby drapieżne, które zrywają żyłki, a zahaczone momentalnie stają na ogonie. Od tamtej pory zawsze chciałem złowić jedną z nich. Na początku 1990 roku wsiadłem do samolotu i wyruszyłem do Mombasy w Kenii, u wybrzeży Oceanu Indyjskiego. Na miejscu wynająłem wysłużonego jeepa i wyruszyłem do oddalonego o 1600 km jeziora Wiktorii. Droga wiła się wśród rozległych renomowanych terenów łowieckich, gdzie lwy, słonie, bawoły i inne dzikie zwierzęta nie pozwalały skupić wzroku na drodze. Czas bardzo się dłużył, a ja nie mogłem doczekać się chwili, gdy stanę z wędką nad jeziorem Po czterech dniach wyczerpującej jazdy, w końcu zasiadłem w długim canoe. Wsłuchując się w klekot przyczepionego silnika, łowiłem metodą trollingu, wlokąc za łodzią kilka przynęt. Już po paru minutach coś prawie wyrwało z mojej ręki wędzisko. Jakaś ryba uderzyła w woblera Solvkroken. Z wody wystrzelił ponad 20 kilogramowy okoń nilowy, gwałtownie potrząsając łbem, i zanurkował, wyciągając wiele metrów żyłki o wytrzymałości ponad 13 kg. Czekałem na dużą rybę, mimo to gwałtowność i dzikość tego brania zaskoczyła mnie całkowicie. Zaraz po tym, jak wyholowałem i wypu­ściłem tę rybę, następny okaz zapiął się i wyruszył w nieprzerwany bieg, który skończył się tym, że żyłka pękła jak nić. Szybko założyłem kolejny zestaw, tym razem z linką o wytrzymałości 22,7 kg. Było to bardzo rozsądne posunięcie. Mój sprzęt składał się z dwóch wędzisk karpiowych o długości 2,7 i 3,6m. Krótszą wędkę trzymałem sam, a dolnik dłuższej wsadziłem do uchwytu przymocowanego do boku canoe. Ogromna ryba pochłonęła przynętę z tak niespodziewaną siłą, że dłuż­sze wędzisko po prostu pękło na pół! John, mój afrykański przewodnik, który wyjątkowo dobrze znał jezioro, natychmiast obrócił łódź i spróbowaliśmy raz jeszcze w tym samym miejscu, usiłując skusić potwora do ponownego ataku na przynętę. Gdy uderzył po raz kolejny, krótki kij wygiął się aż do rękojeści pod moją dłonią. Olbrzymia ryba zaczęła ściągać łódkę na środek jeziora. Po 20 minutach zaciętej walki 45 - kg okoń spoczywał na dnie łodzi. Był to widok pełen grozy - ryba połyskiwała ponuro w gorącym, tropikalnym słońcu. Tego dnia złowiliśmy jeszcze 11 ogromnych okoni, a następnego w ciągu 4 godzin połowu, wyciągnęliśmy 16, w tym gigantycznego potwora o wadze 58 kg. Ten największy walczył przez pół godziny. Był to najlepszy połów w moim życiu. W czasie lotu do domu nieustannie myśla­łem o tych dwóch porankach, które spędzi­łem nad jeziorem Wiktoria. Przysiągłem sobie wrócić tam jak najprędzej, żeby złowić jeszcze większego okonia nilowego. 

żródło Przewodnik wędkarski