Poradnik wędkarski

Metoda odległościowa

Wokół metody odległościowej, w Polsce określanej często także metodą angielską, narosło wiele nieporozumień i mitów. Najczęściej kojarzona jest z łowieniem w dużej odległości od brzegu, w wodach stojących. Tymczasem w Wielkiej Brytanii, ojczyźnie metody odległościowej, łowi się w ten sposób zarówno w kanałach, rzekach, a także wodach stojących o różnym charakterze. W wodach płynących jest to metoda „trotting”, niemal w Polsce nieznana i praktykowana tylko przez niewielkie grono wędkarzy. Jednak nie powinno to dziwić, skoro w tej metodzie, polegającej na wypuszczaniu zestawu wraz z prądem rzeki lub kanału, nieodzownym elementem wyposażenia jest kołowrotek o ruchomej szpuli, tzw. centerpin, wykonywany w niewielkich manufakturach na indywidualne zamówienie, w Polsce niemal niedostępny. Podobnie ze spławikami do tej odmiany metody angielskiej – konia z rzędem temu, kto zdobędzie wykonane według oryginalnych wzorów spławiki typu Stick, Avon lub Chubber. Tylko one gwarantują odpowiednie prowadzenie zestawu i odpowiednią widoczność. Na szczęście „trotting” to tylko jedno z obliczy metody angielskiej. Bez problemu możemy się dzisiaj zaopatrzyć w odpowiedni sprzęt i wyposażenie dodatkowe do bardziej znanej, klasycznej odmiany metody angielskiej, czyli odległościówki.
 
Odległościówka klasyczna daje możliwość łowienia zarówno z opadu, jak i z dna. Jest na tyle elastyczna, że odpowiednio manipulując elementami zestawu, zmieniając spławiki, wielkość obciążenia i jego rozmieszczenia, możemy dostosować się do aktywności ryb i konkretnego łowiska. Metoda ta to narzędzie połowu godne mistrza, pod warunkiem, że poświęcimy jej nieco uwagi. Przede wszystkim należy wykazać szczególną staranność w dobieraniu poszczególnych elementów zestawu, od odpowiedniej żyłki, poprzez właściwy spławik, obciążenie, wreszcie haczyk.
 
Wielu wędkarzy odstraszają w tej metodzie pozorne komplikacje. Nic dziwnego – pierwszy kontakt z wędziskiem odległościowym i spławikiem typu waggler kończy się najczęściej niepowodzeniem. Plączą się zestawy, trudno prawidłowo zarzucić, ocena brań jest niejednoznaczna. To zniechęca, bo przyjęło się oczekiwać od metod spławikowych siermiężnej prostoty. W odległościówce ważne jest, by zestaw był skonstruowany zgodnie z zasadami sztuki, metoda wymaga także pewnego obycia i doświadczenia, jednak po jej opanowaniu staje się wspaniałym i skutecznym narzędziem dla łowcy karpi, karasi, leszczy, linów i płoci.
Choć odległościówka znana jest już od dziesięcioleci, to jednak początkowo na kontynencie traktowana była z dużą nieufnością. Dopiero sukcesy angielskiej drużyny spławikowej na arenie międzynarodowej, w tym jej niemal absolutna dominacja w ostatniej dekadzie, przyczyniły się do niezwykłej popularyzacji odległościówki w Europie. Jak podają kroniki, w roku 1969 Anglik Robin Harris wędkując odległościowką po raz pierwszy na tak poważnych zawodach wywalczył tytuł mistrza świata. Kolejny tytuł wywalczył odległościówką Ian Heps, także reprezentant Anglii, który na mistrzostwach świata w 1975 roku w Bydgoszczy po raz pierwszy przekroczył magiczną granicę 10 kilogramów złowionych ryb w czasie jednej trzygodzinnej tury mistrzostw świata. To tylko przykłady pierwsze z brzegu – odległościówka wielokrotnie pozwalała zdobywać zawodnikom wysokie lokaty, jeden z tytułów mistrza świata zawdzięcza jej obecnie najbardziej utytułowany wędkarz świata, Alan Scotthorne. Inny wspaniały wędkarz, Bob Nudd, swoje sukcesy także zawdzięcza mistrzowskiemu opanowaniu odległościówki. Nic dziwnego, że ta metoda stała się w ostatnim czasie bardzo popularna w całej Europie, także wśród wędkarzy, którzy ze sportową rywalizacją nie mają nic wspólnego.
 
Odległościówka klasyczna stosowana jest w czasie wędkowania w wodach stojących albo bardzo wolno płynących. Kiedy odległość łowienia jest uzależniona wyłącznie od możliwości wyrzutu stosuje się przelotowe spławiki typu waggler. Spławik może też być montowany na stałe, ale tylko wtedy, gdy głębokość łowiska jest znacznie mniejsza od długości wędziska. W praktyce postępuje się tak, jeżeli łowimy w miejscu o głębokości do 2,5 metra. Możemy przyjąć, że tak opisana technika to właściwa odległościówka. Najważniejszą zaletą metody odległościowej jest możliwość elastycznego dostosowania się do warunków na łowisku, wędkowania nawet w dość dużej odległości od brzegu, gdzie ryby żerują niepłoszone obecnością wędkarza. Z kolei kołowrotek pozwala wyholować nawet spore okazy na dość delikatnej żyłce.
 
Podstawowe elementy zestawu odległosciowego:
 
WĘDZISKO MATCHOWE – składa się z trzech części, długość może wahać się od 3,6 do 4,5 m. 
 
KOŁOWROTEK O STAŁEJ SZPULI – do metody angielskiej używa się kołowrotków o dużym przełożeniu i szpulach ułatwiających dalekie rzuty.
 
ŻYŁKA MATCHOWA – powinna cechować się dużym ciężarem właściwym – krótko mówiąc powinna tonąć, gdyż tylko wtedy uzyskamy kontrolę nad zestawem.
 
HACZYK – do wędkowania na dużych odległościach stosuje się takie przynęty, które są w stanie wytrzymać ekstremalne warunki. Będą to najczęściej białe i czerwone robaczki, twarde ziarna, takie jak np. kukurydza. Do tych przynęt dostosujemy haczyki, pamiętając o tym, że zacięcie z dużej odległości stawia mu zupełnie inne wymagania, niż w czasie łowienia „pod kijem”. Zmienia się kąt zacięcia, więc haczyk powinien mieć krótszy trzonek, ponadto tzw. druciaki mogą okazać się za słabe.
 
SPŁAWIK – w jeziorach lub wodach bardzo wolno płynących stosujemy odległościówkę ze spławikiem typu waggler. Taki zestaw daje możliwość zarzucania zestawu na bardzo duże odległości stosunkowo lekkim zestawem bez obawy o splątanie przyponu ze spławikiem. Ze względu na specyficzną konstrukcję zestawu, w którym główne obciążenie skupione jest tuż pod spławikiem lub wręcz wykorzystuje się spławik samogruntujący, podana przynęta opada bardzo powoli, naturalnie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że punkt połączenia żyłki ze spławikiem znajduje się pod wodą, co ułatwia szybkie zatopienie żyłki. 
 
 
Spławiki typu WAGGLER można dzielić na dwie podstawowe grupy. Pierwsza z nich obejmuje wysmukłe spławiki, przypominające ołówek lub stosinę pióra. Spławiki tego typu są niezwykle czułe, stosuje się je na wody spokojne, do polowania na delikatnie biorące ryby. Przykładem mogą tu być: Stick Waggler (bez wstępnego wyważenia, wyporność od 2 do 6 g) czy Insert Waggler (z wstępnym wyważeniem, wyporność od 1+3 do 5+3 g).
    Drugą grupę stanowią spławiki z beczkowatym korpusem u dołu. Dzięki temu zmieniają się ich właściwości – z racji przeniesienia środka ciężkości lepiej znoszą fale i wiatr, łatwiej się nimi rzuca i osiąga większe dystanse. Tu do najbardziej klasycznych modeli można zaliczyć: Bodied Waggler (bez wstępnego wyważenia, od 4 do 8 g, z nieco delikatniejszą anteną, pogrubioną jedynie w części nadwodnej, dzięki czemu jest z jednej strony odpowiednio czuły i jednocześnie dobrze widoczny z daleka) czy Shaped Waggler (solidny spławik z korpusem o przesuniętym w dół środku ciężkości, utrzymującym stabilność w trudnych warunkach pogodowych, z wstępnym wyważeniem, wyporność od 1+3 do 5+3 g).
    W niektórych modelach wagglerów wysoką czułość uzyskano dzięki zastosowaniu anten z wysokiej klasy tworzyw kompozytowych, przykłady to: Windbeater (spławik na sfalowaną wodę, niezwykle cienka antenka zapobiega wykładaniu się spławika, widoczność zapewnia pogrubiona część nadwodna anteny, spławik cechuje wstępne wyważenie, wyporność od 2+1 do 2+5 g) czy Bullet Bream (spławik cechuje wydłużony korpus z nisko położonym punktem ciężkości oraz delikatna, plastikowa antenka pomalowana w widoczny z daleka wielokolorowy wzór, wstępne wyważenie, wyporność od 1+2 do 4+2 g).

Rozkład obciążenia

W odległościówce bardzo ważny jest prawidłowy rozkład obciążenia. Bez względu na to, czy stosujemy spławiki bez wstępnego dociążenia, czy już częściowo wyważone – zasadą jest, że przy łowieniu z wagglerem w pobliżu spławika znajduje się 3/4 obciążenia, a jedynie 1/4 rozkładana jest na żyłce. Zestawy najmniej plączą się wtedy, gdy podczas zaciskania śrucin dociążających odległość od haczyka do spławika jest podwajana (np. 5, 10, 20, 40 cm). Każda kolejna śrucina powinna być także dwa razy cięższa. W metodzie odległościowej stosuje się śruciny z miękkiego ołowiu, które łatwo zaciska się na żyłce, a zdjęcie ich możliwe jest nawet palcami. Poza tym taki ołów nie uszkadza żyłki, to bardzo ważne.
 
Dobrze skonstruowany zestaw odległościowy nie powinien sprawiać trudności w czasie wyrzutu i wędkowania, jednak z pewnością potrzebny jest trening. Warto przestrzegać kilku podstawowych zasad.
    Rzucamy zza pleców, celujemy poza pole nęcenia, luzujemy żyłkę, by opadając nie skracała dystansu. Po kilku rzutach wyczuwamy już, ile czasu potrzebuje spławik, by ustawić się w pozycji pionowej. Dobrze jest obserwować zestaw cały czas, jeśli spławik ustawi się zbyt szybko, oznacza to splątanie. Kolejną czynnością jest szybkie zatopienie żyłki, połączone z wprowadzeniem spławika w strefę nęcenia. By utrzymać stale jednakowy dystans rzutu najlepiej jest założyć na szpulę kołowrotka opaskę z cienkiej gumy, lub zaznaczyć markerem kilkadziesiąt centymetrów żyłki. Trzeba obserwować także siłę i kierunek wiatru, jeśli bowiem wieje w plecy, dobrze jest przesunąć obciążenie bliżej haczyka, gdy wiatr dmie w twarz – odwrotnie. Pozwoli to unikać splątań.
 
Na szczęście czasy, kiedy dobre wędzisko odległościowe czy odpowiedni kołowrotek mogły kosztować majątek, odeszły do przeszłości. Dziś w ofercie sklepów znajdziemy wszystkie elementy potrzebne do zmontowania odpowiedniego zestawu.

Jak dobrać sprzęt

Bez dobrego wędziska i kołowrotka się nie obędzie. Co rozumiemy przez dobre wędzisko? - kij o długości w granicach 3,60 do 4,5 metra i miękkiej akcji. Większe wędki gorzej się spisują przy wyrzucie i amortyzacji ryby. Druga istotna rzecz, to szybki kołowrotek o przełożeniu min. 5 do 1. Według mnie nie musi on posiadać 5,6 czy 8 łożysk – wystarczą trzy. Radzę za to bardziej zwracać uwagę czy kołowrotek, który chcemy kupić, ma bardzo dokładny hamulec – w tej metodzie jest to niezbędne.
 
Ostatni element dobrego sprzętu do techniki odległościowej, to żyłka - koniecznie tonąca. Najlepiej 0,18 do 0,22 – grubsze źle chodzą, a cieńsze będą się zrywały.
 
Jak łowić
 
Teraz opowiem nieco o szczegółach łowienia, które sprawiają wędkarzom najwięcej problemów.
Pierwszy z nich to relacje haczyk-przypon. Ja stosuję taką zasadę, że główne obciążenie musi być dłuższe, tzn. odległość od śruciny do głównego obciążenia musi być większa niż długość przyponu.
 
Druga kwestia, to prawidłowe wyłożenie zestawu. Aby zestaw mógł dobrze wyłożyć się na wodzie, w momencie opadania zestawu trzeba lekko wyhamować żyłkę. Przy tej metodzie konieczne jest dobre ustawienie żyłki i ciężaru zestawu – jeśli wędka ma 3,60 m, a woda głębokość 2,80 m, to spławik można zamontować na stałe. Jeśli natomiast woda ma głębokość powyżej 3 m, stosujemy spławik przelotowy, a blokadę montujemy w tym miejscu, gdzie mamy grunt.
 
Jeśli chodzi natomiast o sam sposób łowienia, to wykluczone są szarpane wyrzuty – muszą być one płynne. Co ważne, zestaw wyrzucamy zza siebie i powinien on lecieć jakieś 4-5 m nad wodą. Pamiętajmy, aby zestaw wyrzucać dalej, ponieważ w momencie zatapiania żyłki i tak on nam się przybliży.
 
Topienie żyłki - kolejne zagadnienie wywołujące wiele pytań wśród wędkarzy. Mój sposób na topienie żylki jest taki, aby szczytówkę włożyć do wody na głębokość ok. 1 m i energicznym ruchem zakręcić kołowrotkiem – wystarczy jeden obrót korbą. Jeśli żyłka nie zatonie, powtarzamy czynność od nowa.
 
Zacinanie wykonujemy wolniejszym ruchem do góry, od razu zacinając korbę – przy tej czynności bardzo wyczuwalne jest to czy hamulec kołowrotka jest dobrze ustawiony – jesli tak, nawet przy pustym zacięciu powinien on się zluźnić. Ostatnia kwestia, to nęcenie. Tu obowiązuje prosta reguła - jeżeli łowimy daleko na odległość większą niż 20 m, nęcimy procą, jeśli natomiast łowimy na odległość nie większą niż 20 m – możemy wyrzucać zanętę ręką.
                                                                                                                   Edmund Gutkiewicz